|
Studenckie
Koło Naukowe
Sekcja Historii i Kultury Żydów - RELACJE
333
powrót
„Kolaboranci”
relacja ze spotkania w
Instytucie Historii PAN
Zuzanna Schnepf
Czy szmalcownicy byli kolaborantami? Gdzie przebiegała granica między
kolaboracją a neutralną pracą pod okupacją niemiecką i sowiecką w czasie
II wojny światowej? Jak ocenić dziennikarzy piszących dla gazet
wydawanych przez okupanta? Jaka była skala kolaboracji w społeczeństwie
polskim? – to niektóre z kwestii, o których dyskutowano w Instytucie
Historii PAN (Rynek Starego Miasta 29/31) w ostatni piątek (22
października). Prowadzący spotkanie prof. Jedlicki podkreślił, że
nieuchronne są stosunki między okupantem a społeczeństwem kraju
podbitego, w którym muszą funkcjonować administracja, instytucje
publiczne, środki transportu itp. Dlatego pojęcie kolaboracja jest
nieostre i trudno ustalić stałe reguły jego definiowania. Prof.
Stanisław Salmonowicz przedstawił zagadnienia związane z kolaboracją
Polaków pod okupacją niemiecką, prof. Tomasz Szarota podał przykłady
kolaboracji na terenach polskich pod okupacją sowiecką. Obaj prelegenci
zaproponowali ogólne definicje terminu kolaboracja i wyszczególnili jej
różne rodzaje.
Według prof. Salmonowicza kolaboracja to działanie w służbie lub na
rzecz interesu okupanta, mające ujemne skutki dla państwa polskiego.
Kolaboracją można nazwać służbę w instytucjach, które ewidentnie służyły
polityce okupanta, a więc kulturalnych (a tak naprawdę propagandowych),
w środkach masowego przekazu (gazety, radio) czy w policji. W przypadku
pracy w takich instytucjach jak placówki oświatowe, urzędy miejskie lub
wiejskie czy PKP, kolaborantami były osoby, które ze szczególną
gorliwością wykonywały zarządzenia szkodliwe dla Polaków. Prof.
Salmonowicz zastrzegł, że uznanie danego działania za kolaborację zależy
od warunków zewnętrznych, w których ono występowało.
- To co mogło być kolaboracją w Warszawie nie mogło nią być w Poznaniu.
– tłumaczył prof. Salmonowicz, który razem z prof. Serczykiem
wyszczególnił 10 grup terytoriów, w których sytuacja w czasie wojny była
odmienna ze względu na politykę niemiecką. Klasyfikację rozpoczyna
Warszawa i tereny Generalnego Gubernatorstwa, jedną z ostatnich pozycji
jest województwo śląskie, gdzie przepisy niemieckie zmuszały Polaków do
takich działań, które w GG byłyby uznane za kolaborację. Ze względu na
przymus prawny na Śląsku wyklucza się stosowanie w tym wypadku terminu
kolaboracja. 3 poziomy kolaboracji według prof. Salmonowicza to:
• Najwyższy stopień - kolaboracja mająca cele polityczne lub
ideologiczne (w dużej mierze wpisują się w to działania antyżydowskie);
niektórzy rozróżniają tzw. kolaborantów patriotycznych, którzy chcą dla
dobra swojego państwa współpracować z okupantem
• Kolaboracja instytucjonalna – w ramach struktur dozorowanych lub
dozwolonych przez okupanta (w Polsce współpraca tego typu miała miejsce
na bardzo niskim szczeblu administracyjnym)
• Kolaboracja agenturalna
Również prof. Szarota przytoczył typy kolaboracji, wyróżnione przez
Vernera Ringsa w książce „Życie z wrogiem” z 1979 r.:
• Kolaboracja neutralna, tzw. „przystosowuję się”, odnosi się do osób,
które podejmują pracę w strukturach kontrolowanych przez okupanta, aby
przeżyć, nie ze względów ideologicznych
• Kolaboracja odnosząca się do osób, które traktują zwycięstwo III
Rzeszy jako swoje własne
• „Kolaboracja z zastrzeżeniami” – kolaborant aprobuje tylko niektóre
zasady hitleryzmu; jest to casus polskich organizacji
nacjonalistycznych, które realizowały za pomocą okupanta swoje cele i
hasła (szczególnie antysemickie)
• kolaboracja mimo wrogości do narodowego socjalizmu – przechytrzenie
okupanta, przemycenie w pozornie służalczej działalności swoich idei;
powołując się na ten typ kolaboracji niektórzy dziennikarze piszący w
czasie wojny do tzw. gadzinówek (np. Józef Dąbrowa-Sierzputowski)
usprawiedliwiali swoją działalność
Według ogólnej definicji podanej przez prof. Szarotę pojęcie kolaboracji
należy rozumieć jako współpracę z okupantem będącą nieposłuszeństwem
wobec zakazów i ostrzeżeń Polskiego Państwa Podziemnego. Prof. Szarota
przypomniał, że w czasie okupacji nie używano terminu kolaboracja. Osoby
współpracujące z władzami okupacyjnymi nazywano „zaprzańcami”,
„zdrajcami”, „kanaliami”. Słowem „kolaboracja”, w znaczeniu
funkcjonującym obecnie najczęściej, posłużono się po raz pierwszy w
październiku 1940 r. na spotkaniu marszałka Petena z Hitlerem we
Francji.
W świetle powyższych definicji kontrowersje budzą osoby, które działały
na rzecz interesu okupanta lecz nie było to głównym motywem ich
zachowania. Prof. Salmonowicz przytoczył przykłady działań
antyżydowskich – szantaży, rabunków, mordów, które choć wpisywały się w
politykę władz niemieckich, nie były kolaboracją, ale zwykłymi
zbrodniami. Istotne jest czy ich sprawcy podpierali się w swoich
działaniach ideologią antysemicką. W dyskusji niektórzy zwrócili uwagę,
że szmalcownicy mogli być zaliczani do kolaborantów, gdyż byli pod
wpływem antysemickiej propagandy nacjonalistycznych organizacji
przedwojennej Polski i tej, która nastała wraz z wkroczeniem wojsk
hitlerowskich. Przesłanki płynące z antysemickich haseł nie były głównym
motywem ich działania, ale dawały im przyzwolenie na wykorzystywanie
sytuacji ludności żydowskiej i tworzyły atmosferę, w której
antyżydowskie zachowania nie były niczym godnym potępienia. W odpowiedzi
prof. Tomasz Szarota zaapelował, by nie przeceniać czynnika
ideologicznego w działalności szmalcowników, dla których najważniejsze
były korzyści materialne. W dyskusji pojawiły się głosy, że grabienie
mienia żydowskiego, podobnie jak rabowanie przedwojennych dworów przez
okoliczną ludność czy wyrąb drzewa w prywatnych przez okupacją lasach,
był reakcją na możliwość bezkarnego łamania prawa II RP. Dyskusję
zamknął prof. Jedlicki mówiąc w nawiązaniu do wydarzeń w Jedwabnym i
Radziejowie:
- Żydzi byli grupą, którą można było, a nawet należało ograbić i
zamordować.
Innym zagadnieniem, któremu poświęcono część dyskusji byli dziennikarze,
którzy pracowali dla tzw. gadzinówek, czyli gazet koncesjonowanych przez
władze okupanckie. Prawie wszyscy polscy przedwojenni dziennikarze
odmówili niemieckim gazetom współpracy. W głównym koncernie wydawniczym
„gadzinówek” Zeitungsverlag Krakau-Warschau pracowało 100 Polaków –
większość z nich nie była wcześniej zatrudniona w branży
dziennikarskiej. Nieliczni przedwojenni dziennikarze, tacy jak Jan Emil
Skiwski, Feliks Burdecki, pisali do gadzinówek. Napiętnowani przez pisma
Polski Podziemnej byli przez wszystkich otoczeni pogardą. Co do nazwania
działalności dziennikarzy kolaboracją nie było na spotkaniu wątpliwości.
Najwięcej uwagi poświęcono Janowi E. Skiwskiemu, na którym po wojnie nie
wykonano wyroku, gdyż uciekł wraz z cofającymi się wojskami
hitlerowskimi do Niemiec, skąd wyjechał do Wenezueli. Zagorzały
antykomunista sympatyzował przed wojną z Endecją i pisał do jej gazet.
„Kolaborant ideowy z Niemcami” pisze o nim Stefan Kisielewski „(...)
przychodził do „Kuchni Literatów” (...) tam przychodzili najrozmaitsi
ludzie, akowcy, Żydzi i on nigdy na nikogo nie doniósł.” Do
kolaborowania „wziął się dość późno, już tak na serio po bitwie pod
Stalingradem, kiedy wiadomo było, że jest po Niemcach.” Prof. Szarota
przytoczył swoją rozmowę z Kaziemierzem Koźniewskim, który spotkał
Skiewskiego podczas okupacji w tramwaju. Dziennikarz według słów
Kaziemierza Koźniewskiego wyglądał na zabiedzonego, wydawało się, że nie
czerpał ze swojej współpracy specjalnych korzyści materialnych.
Wspomnienie to potwierdza słowa Stefana Kisielewskiego o „kolaborancie
ideowym”. Prof. Tomasz Szarota podniósł w trakcie dyskusji kwestię czy
taki kolaborant jak Skiwski, który działał przed wojną i ma dorobek
intelektualny z tego okresu, powinien być całkowicie wyeliminowany z
życia kulturalnego po wojnie. Pytanie pojawiło się w kontekście
informacji, która wywołała oburzenie niektórych osób, że w Krakowie są
plany wydania książki J.E. Skiwskiego.
Jednym z ostatnich zagadnień, które poruszono w dyskusji była skala
kolaboracji w społeczeństwie polskim. O jej określenie poprosił dr
Andrzej Żbikowski, sugerując, że rozmiary kolaboracji wśród Polaków mogą
być większe niż 5% podane przez prof. Szarotę. W odpowiedzi dr Andrzej
Kunert podkreślił, że należy być bardzo ostrożnym w posądzaniu o
kolaboracje i według niego jej skala w Polsce nie przekroczyła 1%. Z
tymi szacunkami nie zgodził się prof. Salmonowicz mówiąc, że kolaboracja
w społeczeństwie polskim, choć trudno określić jej rozmiary, na pewno
przekroczyła 1%, na co dowodem jest choćby ilość donosów na Gestapo
zebranych przez dr Barbarę Engelking-Boni w książce „Szanowny panie
gistapo”. Prof. Jedlicki zakwestionował nazywanie pisania donosów
kolaboracją. Cząstka „ko” w słowie kolaboracja zakłada udział obu stron,
porozumienie między nimi, których nie było w przypadku donosów.
Zuzanna Schnepf
do góry
5 |