HOME

Zajęcia w bieżącym
     semestrze

Zajęcia -
     Blok tematyczny

Warsaw Program
          for Jewish Studies

Wykłady

Seminarium  
     magisterskie

Lektoraty

Seminaria
     naukowe

Studenckie Koło
     Naukowe

Dyżury i kontakty

Linki

Wiadomości

Konferencje
     Judaistyczne


   > konferencja 2005

   > konferencja 2007

   > konferencja 2009

ARCHIWUM

Jerzy Tomaszewski

Jolanta Żyndul
     (kierownik Centrum)

Anna Michałowska

Regina Garwacka
    (Gromacka)

Jakub Weitzner

Jakub Petelewicz

Martyna Rusiniak

Strona główna
     IH UW

 

 

 

 webmaster

created by Jakub Petelewicz


Aktualizacja: 03.03.2009
 
 

Studenckie Koło Naukowe
Sekcja Historii i Kultury Żydów - RELACJE

 

333 powrót

„Kolaboranci”
relacja ze spotkania w Instytucie Historii PAN
Zuzanna Schnepf


Czy szmalcownicy byli kolaborantami? Gdzie przebiegała granica między kolaboracją a neutralną pracą pod okupacją niemiecką i sowiecką w czasie II wojny światowej? Jak ocenić dziennikarzy piszących dla gazet wydawanych przez okupanta? Jaka była skala kolaboracji w społeczeństwie polskim? – to niektóre z kwestii, o których dyskutowano w Instytucie Historii PAN (Rynek Starego Miasta 29/31) w ostatni piątek (22 października). Prowadzący spotkanie prof. Jedlicki podkreślił, że nieuchronne są stosunki między okupantem a społeczeństwem kraju podbitego, w którym muszą funkcjonować administracja, instytucje publiczne, środki transportu itp. Dlatego pojęcie kolaboracja jest nieostre i trudno ustalić stałe reguły jego definiowania. Prof. Stanisław Salmonowicz przedstawił zagadnienia związane z kolaboracją Polaków pod okupacją niemiecką, prof. Tomasz Szarota podał przykłady kolaboracji na terenach polskich pod okupacją sowiecką. Obaj prelegenci zaproponowali ogólne definicje terminu kolaboracja i wyszczególnili jej różne rodzaje.

Według prof. Salmonowicza kolaboracja to działanie w służbie lub na rzecz interesu okupanta, mające ujemne skutki dla państwa polskiego. Kolaboracją można nazwać służbę w instytucjach, które ewidentnie służyły polityce okupanta, a więc kulturalnych (a tak naprawdę propagandowych), w środkach masowego przekazu (gazety, radio) czy w policji. W przypadku pracy w takich instytucjach jak placówki oświatowe, urzędy miejskie lub wiejskie czy PKP, kolaborantami były osoby, które ze szczególną gorliwością wykonywały zarządzenia szkodliwe dla Polaków. Prof. Salmonowicz zastrzegł, że uznanie danego działania za kolaborację zależy od warunków zewnętrznych, w których ono występowało.
- To co mogło być kolaboracją w Warszawie nie mogło nią być w Poznaniu. – tłumaczył prof. Salmonowicz, który razem z prof. Serczykiem wyszczególnił 10 grup terytoriów, w których sytuacja w czasie wojny była odmienna ze względu na politykę niemiecką. Klasyfikację rozpoczyna Warszawa i tereny Generalnego Gubernatorstwa, jedną z ostatnich pozycji jest województwo śląskie, gdzie przepisy niemieckie zmuszały Polaków do takich działań, które w GG byłyby uznane za kolaborację. Ze względu na przymus prawny na Śląsku wyklucza się stosowanie w tym wypadku terminu kolaboracja. 3 poziomy kolaboracji według prof. Salmonowicza to:
• Najwyższy stopień - kolaboracja mająca cele polityczne lub ideologiczne (w dużej mierze wpisują się w to działania antyżydowskie); niektórzy rozróżniają tzw. kolaborantów patriotycznych, którzy chcą dla dobra swojego państwa współpracować z okupantem
• Kolaboracja instytucjonalna – w ramach struktur dozorowanych lub dozwolonych przez okupanta (w Polsce współpraca tego typu miała miejsce na bardzo niskim szczeblu administracyjnym)
• Kolaboracja agenturalna
Również prof. Szarota przytoczył typy kolaboracji, wyróżnione przez Vernera Ringsa w książce „Życie z wrogiem” z 1979 r.:
• Kolaboracja neutralna, tzw. „przystosowuję się”, odnosi się do osób, które podejmują pracę w strukturach kontrolowanych przez okupanta, aby przeżyć, nie ze względów ideologicznych
• Kolaboracja odnosząca się do osób, które traktują zwycięstwo III Rzeszy jako swoje własne
• „Kolaboracja z zastrzeżeniami” – kolaborant aprobuje tylko niektóre zasady hitleryzmu; jest to casus polskich organizacji nacjonalistycznych, które realizowały za pomocą okupanta swoje cele i hasła (szczególnie antysemickie)
• kolaboracja mimo wrogości do narodowego socjalizmu – przechytrzenie okupanta, przemycenie w pozornie służalczej działalności swoich idei; powołując się na ten typ kolaboracji niektórzy dziennikarze piszący w czasie wojny do tzw. gadzinówek (np. Józef Dąbrowa-Sierzputowski) usprawiedliwiali swoją działalność
Według ogólnej definicji podanej przez prof. Szarotę pojęcie kolaboracji należy rozumieć jako współpracę z okupantem będącą nieposłuszeństwem wobec zakazów i ostrzeżeń Polskiego Państwa Podziemnego. Prof. Szarota przypomniał, że w czasie okupacji nie używano terminu kolaboracja. Osoby współpracujące z władzami okupacyjnymi nazywano „zaprzańcami”, „zdrajcami”, „kanaliami”. Słowem „kolaboracja”, w znaczeniu funkcjonującym obecnie najczęściej, posłużono się po raz pierwszy w październiku 1940 r. na spotkaniu marszałka Petena z Hitlerem we Francji.

W świetle powyższych definicji kontrowersje budzą osoby, które działały na rzecz interesu okupanta lecz nie było to głównym motywem ich zachowania. Prof. Salmonowicz przytoczył przykłady działań antyżydowskich – szantaży, rabunków, mordów, które choć wpisywały się w politykę władz niemieckich, nie były kolaboracją, ale zwykłymi zbrodniami. Istotne jest czy ich sprawcy podpierali się w swoich działaniach ideologią antysemicką. W dyskusji niektórzy zwrócili uwagę, że szmalcownicy mogli być zaliczani do kolaborantów, gdyż byli pod wpływem antysemickiej propagandy nacjonalistycznych organizacji przedwojennej Polski i tej, która nastała wraz z wkroczeniem wojsk hitlerowskich. Przesłanki płynące z antysemickich haseł nie były głównym motywem ich działania, ale dawały im przyzwolenie na wykorzystywanie sytuacji ludności żydowskiej i tworzyły atmosferę, w której antyżydowskie zachowania nie były niczym godnym potępienia. W odpowiedzi prof. Tomasz Szarota zaapelował, by nie przeceniać czynnika ideologicznego w działalności szmalcowników, dla których najważniejsze były korzyści materialne. W dyskusji pojawiły się głosy, że grabienie mienia żydowskiego, podobnie jak rabowanie przedwojennych dworów przez okoliczną ludność czy wyrąb drzewa w prywatnych przez okupacją lasach, był reakcją na możliwość bezkarnego łamania prawa II RP. Dyskusję zamknął prof. Jedlicki mówiąc w nawiązaniu do wydarzeń w Jedwabnym i Radziejowie:
- Żydzi byli grupą, którą można było, a nawet należało ograbić i zamordować.

Innym zagadnieniem, któremu poświęcono część dyskusji byli dziennikarze, którzy pracowali dla tzw. gadzinówek, czyli gazet koncesjonowanych przez władze okupanckie. Prawie wszyscy polscy przedwojenni dziennikarze odmówili niemieckim gazetom współpracy. W głównym koncernie wydawniczym „gadzinówek” Zeitungsverlag Krakau-Warschau pracowało 100 Polaków – większość z nich nie była wcześniej zatrudniona w branży dziennikarskiej. Nieliczni przedwojenni dziennikarze, tacy jak Jan Emil Skiwski, Feliks Burdecki, pisali do gadzinówek. Napiętnowani przez pisma Polski Podziemnej byli przez wszystkich otoczeni pogardą. Co do nazwania działalności dziennikarzy kolaboracją nie było na spotkaniu wątpliwości. Najwięcej uwagi poświęcono Janowi E. Skiwskiemu, na którym po wojnie nie wykonano wyroku, gdyż uciekł wraz z cofającymi się wojskami hitlerowskimi do Niemiec, skąd wyjechał do Wenezueli. Zagorzały antykomunista sympatyzował przed wojną z Endecją i pisał do jej gazet. „Kolaborant ideowy z Niemcami” pisze o nim Stefan Kisielewski „(...) przychodził do „Kuchni Literatów” (...) tam przychodzili najrozmaitsi ludzie, akowcy, Żydzi i on nigdy na nikogo nie doniósł.” Do kolaborowania „wziął się dość późno, już tak na serio po bitwie pod Stalingradem, kiedy wiadomo było, że jest po Niemcach.” Prof. Szarota przytoczył swoją rozmowę z Kaziemierzem Koźniewskim, który spotkał Skiewskiego podczas okupacji w tramwaju. Dziennikarz według słów Kaziemierza Koźniewskiego wyglądał na zabiedzonego, wydawało się, że nie czerpał ze swojej współpracy specjalnych korzyści materialnych. Wspomnienie to potwierdza słowa Stefana Kisielewskiego o „kolaborancie ideowym”. Prof. Tomasz Szarota podniósł w trakcie dyskusji kwestię czy taki kolaborant jak Skiwski, który działał przed wojną i ma dorobek intelektualny z tego okresu, powinien być całkowicie wyeliminowany z życia kulturalnego po wojnie. Pytanie pojawiło się w kontekście informacji, która wywołała oburzenie niektórych osób, że w Krakowie są plany wydania książki J.E. Skiwskiego.
Jednym z ostatnich zagadnień, które poruszono w dyskusji była skala kolaboracji w społeczeństwie polskim. O jej określenie poprosił dr Andrzej Żbikowski, sugerując, że rozmiary kolaboracji wśród Polaków mogą być większe niż 5% podane przez prof. Szarotę. W odpowiedzi dr Andrzej Kunert podkreślił, że należy być bardzo ostrożnym w posądzaniu o kolaboracje i według niego jej skala w Polsce nie przekroczyła 1%. Z tymi szacunkami nie zgodził się prof. Salmonowicz mówiąc, że kolaboracja w społeczeństwie polskim, choć trudno określić jej rozmiary, na pewno przekroczyła 1%, na co dowodem jest choćby ilość donosów na Gestapo zebranych przez dr Barbarę Engelking-Boni w książce „Szanowny panie gistapo”. Prof. Jedlicki zakwestionował nazywanie pisania donosów kolaboracją. Cząstka „ko” w słowie kolaboracja zakłada udział obu stron, porozumienie między nimi, których nie było w przypadku donosów.

Zuzanna Schnepf
 

do góry 5